Posty

Moja mała przygoda z klubem zdrowego stylu życia

Jako, że jestem kobietą czasem muszę mieć głupie pomysły. Pomimo tego, że od dzieciństwa walczę nieskutecznie z nadwagą, lubię siebie.  Może miss piękności nigdy nie zostanę, ale za wyjątkiem chwil, gdy muszę iść zrobić sobie zakupy nie przeszkadza mi to.
      Jakiś czas temu moja koleżanka zapisała się do klubu zdrowego stylu życia, który ma siedzibę w naszym mieście. Pierwsze efekty było widać po miesiącu. Buzia jej ładnie zeszczuplała, czuła się świetnie i kwitła. We wrześniu można już było mówić o efekcie “wow”. Nie ukrywam, z ciekawości podpytałam, jak ona to zrobiła. W końcu wyglądała niesamowicie, czuła się świetnie i promieniała. Zdradziła, że ma wykupiony karnet tam i polega to na tym, że na śniadania pije jakieś ich koktajle białkowe, aloes i herbatę. Potem je normalnie cztery posiłki w odstępach 2-3 godzin, starając się, żeby były one jak najzdrowsze. Rola tego klubu polegała tam na tym, że udzielali wsparcia mentalnego, prowadząca ją ważyła, porównywała wyniki, co j…

Mała - wielka wyprawa do Poznania

Obraz
Jako pielęgniarka muszę stale się dokształcać i uaktualniać moją wiedzę. W ramach właśnie takiego dokształcania, zostałam wysłana przez mój szpital na kurs dla pielęgniarek i położnych, które dokonują przetaczania krwi i jej składników. Ponieważ w mojej miejscowości takie kursy nie są organizowane, musiałam jechać do Poznania, aby w nim uczestniczyć.
     Poznań, Poznań... Miasto, które odstrasza mnie samym brzmieniem swej nazwy. Powiedzieć, że go nie lubię, to nie powiedzieć nic. Jednak, skoro trzeba jechać, to trzeba jechać. Wyprawa rozpoczęła się na dworcu w mojej miejscowości. Po dwóch godzinach, o dziwo bez większych opóźnień dotarłam na Poznań Główny. Razem ze mną z pociągu wysypali się inni pasażerowie, popychając mnie na różne strony. W końcu nikt nie uważał na innych i każdy się gdzieś śpieszył. Przyznam, że tłumy ludzi to coś czego bardzo nie lubię, boję się wręcz, dlatego zanim ruszyłam na poszukiwania brata, który miał mnie odebrać z dworca, odczekałam dłuższą chwilę.
   …

Przyjaźń nie jedno ma imię - czyli o zwierzyńcu w moim domu

Obraz
Przyjaciele nie jedną mają postać. U mnie przybierają postać czworonogów. Dokładniej dwóch suczek i dwóch kocurów. Mały zwierzyniec, który czasem się zbiera i skutecznie poprawia humor całej rodzinie. Albo go psuje, jeśli narozrabia.
    Najstarszy jest Mini. Kocur jest z nami od 7 lat. Mój tata pewnego dnia przywiózł go od kolegi. Nie byłoby to dziwne, gdybyśmy już wtedy nie mieli dwóch innych kotów. Na dodatek okazał się dzieckiem kotki, którą my sami daliśmy kiedyś tym znajomym. Można więc powiedzieć, że wrócił w rodzinne strony. Mini to typ starego wojownika. Pod dom przynosi nam upolowane przez siebie myszy i łasiczki. Zawzięcie pilnuje swojego terenu i dumnie obnosi się z ranami wojennymi zadanymi przez inne koty. Co jakiś czas znika na dwa tygodnie, jak to kot. Babcia go nie cierpi, odkąd, kiedyś ukradł jej cztery duże pstrągi. Po rybach został tylko worek. Sąsiadom wyciął podobny numer, tyle ze ofiarą padł jeden z królików które hodują. Mój tata mówił, że zatargał go do warszt…

Smaki dzieciństwa

Przy gotowaniu nachodzą mnie dziwne przemyślenia.Tak na przykład było wczoraj, kiedy intensywnie mieszałam ryż na mleku, żeby się nie przypalił do garnka. Pewnie to dziwne, ale zaczęłam zastanawiać się nad tym co ja tak właściwie jem. I nie chodziło mi wcale o kalorie i zdrowe odżywianie, tylko o to bez jakiego jedzenia nie wyobrażałam sobie życia, kiedy byłam młodsza. Weźmy na przykład taki ryż na mleku z jabłkami. To było danie ,które moja babcia robiła za każdym razem, gdy miała zebrać się jej trójka wnucząt. Niektórzy powiedzą, że to nic takiego, ale babcia wtedy jeszcze pracowała i rzadko miewała czas na robienie takiego obiadu. Właśnie dlatego z bratem i kuzynką cierpliwie czekaliśmy na sobotę, kiedy będzie miała czas na stanie przy garnkach. Przygotowaniom towarzyszył cały ceremoniał. Zaczynało się od obierania jabłek na mus. Obierało się ich bardzo dużo,ponieważ obiad był dla siedmiu osób. Potem babcia je smażyła, jednocześnie chroniąc patelnię przed trzema łakomczuchami, którz…

Tradycyjnie

Obraz
Tradycyjnie dni przed 11 listopada poświęcam na pieczenie rogali z makiem. Tradycyjnie 11 listopada mam w planach spotkać się z przyjaciółmi. Tradycyjnie Melkor przywiezie na to spotkanie wino swojego taty. Tradycyjnie na tym spotkaniu urządzimy Sauronowi imprezę niespodziankę z okazji urodzin,  o której ona “nie wie”.

     To nie są jakieś stare tradycje. Zaczęły się jakieś trzy lata temu, kiedy wszyscy zgodnie stwierdzili, że trzeba zrobić naszej ulubienicy prezent na urodziny. W kwestii wyjaśnienia Sara wcale ich nie ma w listopadzie. Urodziła się w październiku, a na 11 listopada jest większa szansa, że zjedzie na miasto rodzinne z Torunia. Obowiązkowo więc cała grupka załatwia sobie wolne na ten dzień, co dla moich znajomych nie jest trudne – tylko ja utrudniam, bo służba zdrowia pracuje w święta. Gdy już ustalimy dogodną godzinę, następuje ustalanie menu. Tutaj wkraczam ja i moje rogaliki.Nie są to prawdziwe rogale Marcińskie, ale całkiem smaczna podróbka, na którą muszę pośw…

Bajkopisarka

Pójście na studia to wielka rzecz. Pójście na studia drugiego stopnia to rzecz jeszcze większa. Już będąc na studiach licencjackich wiedziałam, że będę zaraz po nich podejmować studia magisterskie. Pozostawała tylko kwestia kierunku, trybu i miejsca. Gdy byłam na trzecim roku i jako tako poznałam pracę pielęgniarki wiedziałam już, że będzie to magisterium z pielęgniarstwa, i że będą to studia niestacjonarne. Pozostawał tylko wybór miejsca.      Moja miejscowość jest położona w mniej więcej równej odległości od dwóch miast, gdzie uczelnie mają do zaoferowania studia na wybranym przeze mnie kierunku. Nie ułatwiało to wyboru. W jednej z nich mieszka i studiuje mój brat. Noclegi u niego zostały wpisane w plusy. W minusy zaś wpisałam czas trwania studiów (o pół roku dłużej niż w drugim mieście) i kilku nielubianych przeze mnie osobników. W drugim mieście minusem był brak miejsca do spania, plusem zaś cena, dwuletnie studia i ludzie, na których wiem, że mogę polegać. Zrobiłam szybką ana…

Książkomania

Obraz
Jedną z moich najwcześniejszych pasji było czytanie książek. Zaczęło się już w podstawówce, gdy tylko opanowałam trudną sztukę czytania i pozwolili nam korzystać z biblioteki. Do tej pory pamiętam, że pierwsza wypożyczona przeze mnieksiążka to “Przygody Kubusia Puchatka”. Potem czytałam już wszystko co mi wpadło w ręce.
   Biblioteka w podstawówce była dla mnie swego rodzaju skarbnicą. Nasza bibliotekarka nie poprzestała na gromadzeniu w niej lektur szkolnych. W zakamarkach między “Dziećmi z  Bullerbyn”, a “Naszą szkapą” chowały się “Opowieści z Narni”, “Tajemnicza wyspa” , “Piętnastoletni kapitan” Juliusza Verne. Wystarczyło troszkę pomyszkować, żeby znaleźć cudeńka, w których potem w domu człowiek gubił się bez reszty. Oprócz tych starych, zapomnianych książek dochodziły jeszcze nowości, co jakiś czas sprowadzane lub prezentowane do biblioteki. W ten oto sposób, dzięki bibliotece szkolnej miałam okazję zapoznać się z “Harrym Potterem”, który zaraz po pojawieniu się w polskiej wersj…